Coś nakazało mi usunąć, każdą treść. Tym czymś niespostrzeżenie stał się czas. Minęło kilka miesięcy, kilkadziesiąt dni i zapewne kilkaset tysięcy godzin a wszystko to przeliczane w ulotności chwil, które wbrew pozorom uciekają przez palce z zawrotną prędkością - jeśli by tylko się nad tym zastanowić. Nagle Alicja i Karol, o których tyle się wywodziłam i z którymi wiązałam swoją przyszłość - spłynęli w klepsydrze zapomnienia niczym kolejne ziarnko, zawodzącej minuty. Coś się rozpadło, przestało istnieć a z naważonego piwa, nadszedł czas spijać a dokładnie sączyć pianę. Nazwałabym to sączeniem bo mimo, iż klika miesięcy w obliczu całego życia jakie stoi przede mną otworem i roztacza horyzonty możliwych wyborów - jest błahą ilością czasu - to jednak ciągle jest ilością czasu zaprzepaszczonego w niemożności powrotów. Czy gdybym mogła wrócić do grudnia ubiegłego roku to złapałabym za mankiet to ów szaleństwo i wróciłabym? Jeszcze raz przeszła przez ten sam próg, wypiła tą samą herbatę i obdarzyła ciepłym uśmiechem tego samego mężczyznę? Coś się zmieniło. I to nie świat się zmienił, a ja - ja pierwszy raz od roku w narracji pierwszoosobowej...
Nie ma - ani Ali, ani Karola. Skończyło się bezpowrotnie życie napędzane spalinami planów spalających na panewce. Ciągle we mnie kwili zachłanne pożądanie drugiego człowieka, to chyba nigdy nie ulegnie zmianie - jako jedna, jedyna cząstka składowa mojej jakże popierzonej sympatii charakteru. Będzie rozbierał mnie wstyd potrzeby drugiego człowieka, zawsze. Będę maniakalnie gromadzić wokół siebie ludzi i nadawać im znaczenia. Układać nimi świat. Nimi brukować rzeczywistość. Dawać przesyt... a jednocześnie zrzekać się niewoli. Chować się za nowym człowiekiem, dlatego tak często będą tu coraz nowsze postaci, za którymi będę siebie skrywać aż w końcu... nie będę wiedzieć, kiedy opowiem o sobie. Czy to strach? Przed akceptacją i życiem z sobą dla siebie, pławiąc się w dobie egoizmu jaka nas osacza, z każdej możliwej strony ... ?
Za niedługo powiem: mam dwadzieścia trzy lata - niby nic, ale świadomość, że jestem człowiekiem z sumy dokonań przed dwudziestym trzecim rokiem życia i po dwudziestym trzecim roku życia, to już coś. Będę mogła dokonać swoistego rekonesansu kroków po dość chwiejnych balustradach egzystencji, zobaczyć zmiany i stagnację a przede wszystkim... akceptować wieczory spędzane ze sobą samą.
* * *
Pamiętniki człowieczeństwa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz