środa, 25 grudnia 2013

Jeśli jutro nie nadejdzie.

Majka jednak płakała.

Przy wigilii. Po wigilii i w samym środku nocy. W samym środku nocy płacz jednak przeszedł w rozdzierający skowyt, dwa lata za wcześnie... Zośka powoli traciła cierpliwość do rozemocjonowanej Majki, powoli w głowie zaczynało brakować miejsca na kumulacje odczuć dla naszej trójki. Jesteśmy trzy: Dominika, Majka i Zośka. Na prawdę musimy się we trzy pomieścić z natłokiem myśli. Pierwsze święta bez ojca, kiedy stałyśmy się prawdziwie dorosłe a jednak tak bardzo dziecinne, pierwsze święta bez Karola a dalej pamiętamy jak powiedział w wigilię Dominice, że niebotycznie ją kocha. I pierwsze święta kiedy tęsknota daje popalić nam trzem...

Dominika była pamięcią, przechowywała ludzi i wspomnienia, była też logiką i porywczością... porywała nas trzy z motyką na słońce, ale zawsze w zanadrzu chowała awarię. Majka była emocją, roztargnieniem, chodzącą tęsknotą a Zośka tumanem zawzięcia, gniewu i ironii. Żyjemy we trzy i coraz częściej zastanawiam się, jak nasza Mama daje radę nas trzy składać w jedną. Wczoraj był dzień-test nr1 dla Mamy, oczywiście. Musiałą stawić czoła swoim i naszym problemom,  i niestety nasze wynieść ponad swoje, chociaż tak bardzo błahymi były. Muszę przyznać, że jak na pogardliwe podejście do wigilijnych życzeń, wczoraj wylano na mnie kubeł mądrości, której podejrzewam... nie zastosuje żadna z nas, chociaż bardzo bym tego chciała. Całą kolację i wszystko po niej, starałam się oswoić Majkę z myślą, że Piotr przestaje istnieć w naszej stratosferze. W sumie - nie ja - bo nawet i ja zaczynałam za nim tęsknić, tylko nie Zośka. Zośka dopatrywała się jego złego oblicza. Popychała nas w tym kierunku, ale co trzy głowy to nie jedna a zdecydowanie co trzy głowy to trzy różne rozterki.

Czas to przeboleć. Czas to zakończyć. Czas to przetrawić. Czas... to oddać w zapomnienie. - Jakby nie patrzeć jest to jakiś plan, a-wykonalny plan, ale zawsze sobie mówiłam, że nie ma rzeczy nie możliwych do osiągnięcia ani ludzi niezastąpionych. Coś w tym jest. Na pewno większe coś dla ludzi podążających drogą schematów, ludzi pragmatycznych, którzy lubują się w równie wyścielonych łóżkach. Niestety żadna z nas nie należała do tej kategorii gatunku ludzkiego, a dobór Radiohead do nastroju - wcale nam w tym nie pomagał.

Kręciłam się po pokoju w takt jakiegokolwiek dźwięku i próbowałam wyobrażenia skierować na tor jednostki samoistnej - jednostki bez dodatku Piotra. Szło mi świetnie dopóki nie wyobraziłam sobie wieczoru po powrocie do Krakowa. Chłód bijący od pustego łóżka, zamrażał we mnie optymizm bardzo powoli... Teraz i ja płaczę. Majka płacze. A Zośka... chce przebić głową mur.

Niestety żadnego muru już nie przebijemy. Nie, że nie mamy sił. Po prostu z murem ze stali nic nie zrobisz, a Piotr stał się dla mnie (przynajmniej dla mnie) człowiekiem ze stali, albo w żelaznej masce - nazwijcie go jak chcecie. Podobno, ale tylko podobno czas kruszy wszystkie mury... zaczynam powątpiewać, czy ten jeden skruszy cokolwiek.

Jeśli jutro nie nadejdzie - nie będzie ani za dwa, ani za trzy lata odpowiednich chwil czy też słów. Liczy się tu i teraz. Zdecydowanie tu i teraz.



* * *
Pamiętniki człowieczeństwa - zwątpienie w święta...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz