Wstałam dzisiaj lewą nogą. Nie wiedziałam, że można obudzić się tak poirytowanym aby ta irytacja nie mogła znaleźć miejsca w największym pomieszczeniu naszego domu. Ale można. W nocy odbyłam wymianę argumentów z Piotrem, na własne niedołężne życzenie. Po raz kolejny moje argumenty zbijały jego teorie, które śmierdziały postmodernistycznym podejściem, a schyłek... był coraz bliżej. Moje było na wierzchu, bardzo często było. Momentami będąc w centrum własnego zaspania, przecierałam oczy i nie dowierzałam w treści sztampowych SMS-ów. Boże czy to wszystko ostatnio dzieje się na prawdę?! ... Zaczęłam mocno gonić za myślą tej nocy - czyżby przyjaźń z ludźmi mojego życia była nieomylną wyrocznią prawdy? A przecież powtarzali, zaklinali a nawet i ... błagali - że ten typ tak ma, że pierwsze wrażenie, którego się trzymałam było najbardziej mylną perspektywą patrzenia na Piotra.
I nagle czar powoli pryskał. Dudniła we mnie nieposkromiona złość. Widziałam już po Zośce, że ma dość powietrza przepełnionego melodramatem mojego - za i przeciw. Ale czar na prawdę zaczął uchodzić... Najpierw go tłumaczyłam, szukałam logicznej formy, z której zrobiła go matka. A później, zaczęłam próbować zrywać klapki z oczu; im mocniej go tłumaczyłam, tym mocniej dostrzegałam, że przeżywanie tej sytuacji jest zdecydowanie jednostronne... to było moje przeżywanie i chyba moja... gonitwa za fantazją, w którą go ubrałam. Powoli traciłam jasność osądu, ale z drugiej strony Zośka mnie upominała i ciągle pytała: czy jasność osądu w ogóle była mi dana, czy w ogóle ją miałam? Powtarzała mi ciągle, że nie pasuję do tych czasów. A Piotr dwa, bo znałam dwóch Piotrów, z którym byłam i znałam od ośmiu lat... ciągle mnie upominał, że muszę przestać wierzyć w czystość intencji człowieka, bo człowiek zmienił świat w machinę dzisiejszego egoizmu. Racja.
A więc kim jest Piotr? Jest tym rozżalonym chłopakiem, który nie umie darzyć emocją, czy po prostu nałogowym dawcą spermy z przydziałem, na każde miasto w Polsce? Tak bardzo nie wiem - nic. Nie wiem, też gdzie zaczęła się próba udzielenia odpowiedzi a co dopiero, gdzie i po co powstało we mnie to pytanie... Normalny człowiek, dość przeciętny "olał" by sprawę i okrężnym ruchem poszedł przed siebie, a ja i moja cudowna mentalność ... jak zawsze rozwodzimy się nad przyczyną i skutkiem.
Tak czy siak: zgubiłam wątek. Wróćmy do tego, że relacje mogą zaczynać się drogą pod górkę, i może być z tego niesamowicie dobra komplikacja zamiarów na przyszłość... ale tam są dwa naciski, naciski dwóch starań. Tu się zaczęło, owszem - skomplikowanie... ale z jednym naciskiem i w końcu czas się wziąć cholera w garść i przestać naciskać - Zośka.
Chciałam kiedyś zmieniać świat. I może go trochę zmienię w wakacje.
* * *
Pamiętniki człowieczeństwa - płynie nauka w słowach ludzi mi bliskich.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz