Przestraszyć się własnej szczerości.
Zośka od czasu do czasu sypiała ze starszym od siebie mężczyzną. Lubiła to. Komfort zapalanego papierosa na wymiętej pościeli a między przerywanym jękiem mądre rozmówki polsko-polskie; o życiu, relacjach, literaturze, dalekosiężnej egzystencji własnego bytu... Mimo świadomości, że nie należy to do jej najbardziej chlubnych uczynków, dalej to lubiła. Swobodę własnego czynu, niczym nieskrępowaną swobodę. Nie musiała go utrzymywać, nie musiała mu poświęcać troski (chociaż uwierzcie mi, robiła to), nie był jej i to ją cieszyło - że nie może od niej odejść, bo nie należy do niej. Mogła go wyrzucić na zbity pysk, parskając przy tym mimowolnym śmiechem i hukiem zatrzaskiwanych drzwi - mogła, ale nie zrobiłaby mimo swojej woli bycia samowystarczalną, bo na prawdę go lubiła. Za mądre spojrzenie, na jej kompletnie popaprane życie. Nie raz tłumaczyłam jej z Majką, że błądzi między jego ramionami, ale nie słuchała. Bo przecież nie lękała się a zazwyczaj nigdy się nie lękała - nie była ani mną, ani Majką; nie miała sentymentów, chociaż czasem Majka siadała w półcieniu i obserwowała ich z bezpiecznym dystansem mroku i odliczała...stuknięciami paznokci o drewniany parkiet (tik, tak) kiedy zajmie miejsce Zośki. To mogło nigdy nie nastąpić i podejrzewam, że nie nastąpi bo Zośka tylko czasem... pozwalała jej popatrzyć na niego czułością, ale zupełnie inną niż do równoległego jej pretendenta na partnera życia - Zośka traktowała Olafa tak go nazwijmy jak rywala do gry w mądre słówka, nie jak przeciwnika ale sprzymierzeńca do misternych założeń w kierunku swojej przyszłości, oczywiście przyszłość ta nie zakładała, że Olaf zajmie przodujące miejsce w skali piramidy jej potrzeb, ale zakładała - że zawsze będzie odgrywał w niej rolę, tylko z czasem... skończy się między nimi żądza konsumpcji a zostanie rozmowa. Co przyniesie przyszłość? Olaf zachowywał się jak trener na ringu, rozgrzewał jej barki aby zawsze brała wszystko na wyrost i stawiała bacznie czoła z brakiem pogardy dla przyszłości. Nieprzerwalnie jej powtarzał - że przyszłość może być lepsza niż kilka dni wczorajszych, i zdecydowanie o wiele bardziej zaskakująca niż jej pesymizm. Chwała ci Panie za Olafa! ... Lubiłyśmy go w sumie wszystkie trzy, ale nic ponadto. Był iskrą w półmroku, a tych iskier miałyśmy kilka... (patrz paragraf niżej)
Dziś po długich, świątecznych debatach z Kubą i Anną zostały wyciągnięte i stabilnie na czterech łapach - postawione wnioski. Dominika, Majka i Zośka definitywnie zrywają z mężczyznami... chociaż zastanawiam się ilu mężczyzn do tej pory można nazwać mężczyzną a nie chłopcem. Nie ważne. Podobno z tym kończymy. Z zaangażowaniem na krótszą metę i rozczarowaniem na dłuższym dystansie.
Kuba jako starszy brat spisywał się rewelacyjnie w swojej wynaturzonej roli. Ganił nas i rzadko chwalił, ale kiedy chwalił to wiedziała, każda z nas, z osobna, że owa pochwała nie jest miodem na uszy, ale zasłużoną konsekwencją działania. Ganił częściej bo jak sam dziś przyznał, jestem jak dziecko i ciężko mnie upilnować abym nie zrobiła czegoś złego, ale zawsze można mnie ostrzec abym zastanowiła się nad wyborem kroku. Często spoglądał na mnie z politowaniem i przestrogą, bo wiedział, że jestem w gorącej wodzie kąpana. Miał tak strasznie dużo słuszności, w każdym słowie - gdyby tylko... łatwym się stało je wdrażać w życie, byłabym bogatym człowiekiem o brak własnych pomyłek, tylko jakim wtedy byłabym człowiekiem Kubo? Wiem jedno, że już nigdy nie będę się podkładać pod bat lecący w moją stronę i... poszukam własnej akceptacji. Nie wiem, co na to Majka i Zośka, ale mam to gdzieś. Czas zawalczyć o samą siebie, zdecydowanie.
Co do Anny... kochałam ją za tą samą problematyczność, mniej skomplikowaną od mojej ale jednak bardzo podobną. Za jej dziecinne spostrzeganie rzeczywistości i niebanalną radość z niczego. Mimo wielu szargań pyskiem Zośki w jej kierunku, zajmowała szczególne miejsce w polu zwanym 'troska' i stała się dla mnie, jak moje własne dziecko, które może kiedyś będę miała. Uczyłam się jej pomagać, słuchać, radzić i przede wszystkim być niczym pit bull i nie dać jej zrobić krzywdy. Wzbudzała w nas trzech różne uczucia, ale wszystkie w skrajnym punkcie wykazywały ogromne oblicze sympatii. Robiła nieraz głupoty i zdarzyło jej się upić do nieprzytomności, ale... to szczere uczucie sympatii było silniejsze niż niejedne rozczarowanie naszym wspólnym zachowaniem, bo ustalmy sobie jedno - sama nigdy nie byłam święta i tak na prawdę nie miałam zamiaru być.
Kuba i Anna są moim kontrapunktem, Olaf ten punkt momentami dopełnia a Marcin... Marcin ostatnio wprawia mnie w nadzieję, że nie wszystko jeszcze stracone. Żywię (dosłownie) ciepłe uczucia, że starość z nimi jest bardzo realnie namacalna i przepełniona zgryźliwą radością!
Każde z Was to czyta, dlatego z tego miejsca... chcę aby każde z nas znalazło to, czego skrycie pragnie. Pragnienia otumaniają, sprawiają, że jesteśmy ciężsi... ale i podnoszą na duchu, że jak to mówi Marcin - wszystko przed nami.
* * *
Pamiętniki człowieczeństwa - dobrze mieć ich wokół swojej osi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz