Za każdym razem, kiedy widziałam odbicie Majki w lustrze moje postrzeganie się zmieniało. Najsilniejsza kobieta z wyuczoną bezczelnością w ułamku wzroku. Problem polegał na tym, że Majka dzieliła się na dwie: tą z pozoru hardą i po minięciu tego pozoru - najdelikatniejszą... Majka miała złotą zasadę: z klubu nigdy nie wyniesiesz ani miłości, ani porządnego faceta; dlatego też i jedno i drugie pozostaje w miejscu, w którym wydawało ci się, że takim mogło by się stać. Życie z zasadami miało ten wliczony komfort - założenie i realizacja, ale każda zasada (z perspektywy dwudziestego trzeciego grudnia) się kończy, kiedy trafia na opór. Oporem w tym przypadku stał się Piotr. Majka nigdy nie zdrabniała jego imienia wypowiadając kwestie dotyczące jego osoby, jakby powagą nazwy chciała skruszyć jego dziecięce podrygi - problem w tym, że zaczynała je coraz bardziej lubić...
Ile razy doświadczała ciepła głosu, tyle razy nadciągała w niej odwilż i zima, ta sama wyuczona zima była równie mroźna co grudniowe święta. Nieubłagalnie jakaś część Majki zaczęła odczuwać potrzeby Piotra - strach, obawy, zobojętnienie i lekceważenie... Dzisiaj Majka siedząc w kącie swojego pokoju, zaczyna się zastanawiać co odczuwa Piotr w przedłużonym milczeniu. Byli faceci Majki mieli zawsze świadomość, że niesamowitym ciosem jest cisza - brak słów, brak idącej za tym akceptacji - po prostu dudniąca echem cisza. * * * Na palcach mogłaby zliczyć powody uśmiechów. Bezsensownych teorii i założeń. Chodzi o to, żeby podjąć ryzyko i dołożyć wszelkich starań aby ono zafunkcjonowało... Majka zaryzykowała swoimi własnymi emocjami i strefą bezpieczeństwa, którą starannie układała przez ubiegłe trzy miesiące; postawiła wszystko na jedną kartę i zaczynała czekać. W czekaniu nie byłoby nic złego, gdyby stała się wyczuwalna mini-powaga sytuacji, że mimo ciszy jesteś kontrapunktem dla drugiego człowieka - Piotr milczał. Milczał tak efektownie, że nie było słychać żadnych pogłosów o niej.
Kontekst sytuacyjny tej relacji momentami przypominał Majce - szachownice.Wszyscy siedzieliśmy w niekończącej spirali szoku, że tak zawierzyła w jedną osobę, która wykładała się na najprostszych zadaniach definiowanych przez próbę relacji kontaktu międzyludzkiego. Ale Majka wierzyła w słuszność swojego założenia, a należała do tej podkategorii osobowości, która widząc szansę - realizuje. Co ma z tego dziś? Wczoraj wszystko postawiła na ostrzu noża. I nic. Właśnie nic stało się tym co posiadała w swoich dłoniach, wyciągając wszystkie karty na stół pozbawiła siebie emocjonalnego zaplecza. Dzisiaj Majka spała z rozczarowaniem i żalem. Co jakiś czas wpychała się do łóżka tęsknota i uświadamiała jej, że przez następne dni znów będzie pilną uczennicą życiowej mantry - jak samemu stawiać kroki aby zapomnieć. Zapomnienie było najgorszą jej cechą. Nie umiała pakować ludzi do kartonowych pudeł i segregować według dat a i założeń w piwnicowym kontuarze; w przeciwieństwie do Piotra.
Dzisiaj Majka siedzi przy stole z kubkiem gorącej herbaty i jeszcze chwile wyczekuje, że coś zaiskrzyło a przecież: wystarczy jedna iskra żeby wzniecić pożar. Jedna iskra może zapoczątkować przemianę, ale i doprowadzić do katorżniczej pracy u podstaw. Mówi się - jedna iskra tak nie wiele...
* * *
Pamiętniki człowieczeństwa - Majce zależało na Piotrze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz