sobota, 4 stycznia 2014

Coraz więcej zaczyna się zmieniać.

Moje relacje z ludźmi zaczęły przybierać zmian, ktoś się oddalił aby ktoś inny mógł się przybliżyć.


Wyglądając za okno, codziennie zawieszałam wzrok na Wawelu. Codziennie też widziałam miejsce, którędy chodziliśmy całe wakacje z Karolem. Moje nowe mieszkanie było tak bardzo blisko naszego starego... nie tęskniłam już za Karolem, czasem mi go brakowało w swoich przyzwyczajeniach. Kiedy ostatnim razem Olaf dał mu w twarz za kolejną wiązankę w moim kierunku, poczułam - ulgę. I chociaż chciałam, żeby nasze stosunki chłodne i osłabione były bez konfliktu chodzenia jedną ulicą, to nie było to możliwe po wszystkich powziętych krokach. Kiedy Olaf opowiedział mi o całej sytuacji, zaczęłam intensywnie myśleć, żeby pojawić się pod drzwiami Karola i prosić go, aby dał mi wytchnienia. Nie zrobiłam tego. Wzięłam tą patową sytuację na czas - kiedyś w końcu musiał zapomnieć, że rok spędził pośród moich historii... a przecież zapomniał, tylko została mu zadra. Mniejszej wielkości niż moja, ale zawsze jakaś; chociażby najmniejsza z drzazg, to zawsze będzie wyczuwalna palcem pod skórą. Nie byłam jego słabym punktem, byłam strudzonym sumieniem, z którym musiał nauczyć się żyć.

Karol przeminął a mimo to, gdzieś tam "szwendał" się tymi samymi miejscami co ja - los chciał abyśmy się nie spotykali a ja losu byłam dozgonnie wdzięczna. Często zadawałam sobie pytanie, czy jestem gotowa przemknąć obok niego skrajem ulicy i za każdym razem nie byłam gotowa aby na nie odpowiedzieć; z jednej strony chciałam tego doświadczyć, przekonać się na własnej skórze czy w końcu ochłonęłam definitywnie a z drugiej... bałam się okoliczności tego spotkania, że wybudzą mnie z teraźniejszości na rzecz przeszłości. Teraz zadawałam sobie nowe pytanie: czy chciałabym spotkać Piotra? Czy rzeczywiście wyczekiwałam jego kroków po schodach starej kamienicy...

Myślicie, że czekam? Chyba tak.

Obudziłam się przy Marcinie. To nie była jedna z tych niezręcznych pobudek, które zdarzą ci się po za dużej ilości wina.To była jedna z tych pobudek, po dobrze spędzonym wieczorze w akompaniamencie śmiechu i wspólnego śpiewania w aucie. Obudziłam się wcześniej niż on i patrząc na niego z rozczuleniem pomyślałam, że - cholernie dobrze się stało iż jest. Dobrze, że dziś mnie zebrał w całość... kiedy nadchodziła fala 'rozklejenia'.


* * *
Pamiętniki człowieczeństwa - Marcin przyjaciel na medal.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz