Dwa dni temu miałam być w innym miejscu, z innymi ludźmi o innej porze. Miałam być inaczej ubrana, inaczej wymalowana - miałam być inna i miałam... rozliczać siebie za pomyłkę, bacznie stawiając jej czoła. Jeden element pociągnął za sobą lawinę skutków. Byłam z innymi ludźmi, w innym miejscu - dałam pokierować losowi wydarzeń i zatrząść moją hedonistyczną stabilizacją. Chciałam przyjemności - krótkoterminowych - tego wieczoru. Nie uciekłam przed rozliczeniem, chociaż początkowo biłam się w pierś, że tak to właśnie wygląda. Że odwracam twarz w zupełnie innym kierunku; kierunkiem tym nie było tchórzostwo tylko wybór własnego spokoju. Zamarznięta niczym bryła lodu powoli odkładałam na wieszak ubrania, szukając wzrokiem wolnego miejsca w Pięknym psie. Chciałam zamówić alkohol i usiąść, ciesząc się miejscem, w którym nikt poza mną samą i moją dwójką kompanów tego wieczoru... nie będzie mnie znał. Mogłabym udawać kogokolwiek. Być kimkolwiek - byle nie sobą. Ale to właśnie bycie sobą... zapewniło mi obrót spraw o 180stopni.

Swoboda zalała moje ciało. Nastała odwilż. I postępowała... no i go spotkałam. Wiem... obiecywałam, że kończę z branżą zwaną 'uniesienie'. Ale tym razem mnie poniosło. Zobaczyłam go i spodobał mi się... jego znajomy, nie on.
Kiedy następnego dnia późnym wieczorem spoglądałam na niego już innym wzrokiem, czułam jak urządzam spacer własnymi oczyma po jego roześmianej twarzy. To kwestia tego typu rzeczy, kiedy czujesz, że ciężar ubrań nasączonych wyrzutami własnej pamięci... opada na dno starego kufra, w którym chowasz zbyt grube swetry. Czułam się naga - przed nim i przed samą sobą. A dziś... czułam, że nie mam już nic do stracenia by rozebrać się jeszcze ckliwiej ze swojego pancerza.
* * *
Pamiętniki człowieczeństwa - bardziej naga być nie mogę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz