środa, 1 stycznia 2014

Pisanie stało się substytutem oddychania. Piszę bo chcę i piszę bo mogę. Bardziej znośnie przyjmuje rzeczywistość, jeżeli kawałek z niej ugryzę przez klawiaturę. (...) Rzeczywistość wtedy staje się dla mnie bardziej wyrozumiała a i ja... bardziej zaczynam ją rozumieć. Wzajemne porozumienie, tak bym to na chwile obecną nazwała. Nie możemy sobie nie wchodzić w drogę z racji, że ja w tej rzeczywistości żyję - ale powoli... staram się sobie nie zawadzać. Nie wiem z jakim skutkiem mi to idzie, bo dopiero zaczynam ów wędrówkę.

Rozmawiałam z Piotrem, chociaż rozmową nazwać tego nie mogę. Wymieniliśmy kilka ale nie więcej niż parę SMS-ów. Olaf dzisiaj stwierdził, że SMS i Facebook są zgubą naszego społeczeństwa, wiele przez to tracimy - miał niewątpliwą rację. Ale wstępnie naszkicowaliśmy zarys rozmowy. Majka wybudzona została z letargu. Czytała kilkakrotnie wiadomości, aby zrozumieć co powinno do niej dotrzeć - sens czy ponad-sens... Piotr każe jej na siebie czekać. Nie mówi ile. Ale na pewno termin 'kiedyś' oznacza czekanie. Żadna z nas nie chlubiła się cierpliwością w czekaniu, chociaż - zdarzało nam się czekać, jeśli coś uważałyśmy za warte poświęconego czasu. Ale tu?

Majka wyrwała mi telefon z dłoni i wystukała szybko krótki tekst:

Nie chce kiedyś i ja nie czekam na kiedyś dla mnie jest tu i teraz, ewentualnie zaraz, ale nie kiedyś... 

A następnie:

Gdyby Ci na mnie zależało, nie kazałbyś mi czekać, bo bałbyś się tego co czas może mi przynieść a co Tobie tym może zabrać. Dobranoc. 

Majka miała bystre oko do szacowania znajomości tyle, że to bystre oko było przesłonięte zawsze i wiecznie emocją - ale potrafiła... pięknie pisać. Istotą słowa trafiać w sam środek problemu. Teraz też trafiła. Przyszedł dziś Olaf. Specjalnie dla rozmowy z nim przejechałam dziewięćdziesiąt kilometrów autostradą do Krakowa. Jeszcze nigdy tak nie wyczekiwałam rozmowy z nim... słowa ze mnie ciskały gromem w Olafa niczym rozwarte drzewo na środku polany, obrywało mu się - ale on to lubił. Być tarczą na moje słowo. Więc teraz siedzi... na fotelu, na przeciw mnie i bacznie obserwuje jak długimi, smukłymi palcami stukam w klawiaturę cedząc kolejne zdanie. W międzyczasie kolejne zdanie szykując dla niego. Olaf cenił mnie bez barier, mnie bez zahamowań w wypowiedzi a ja ceniłam w nim to... że mogłam nie kontrolować tego jak bardzo jestem wściekła na aktualny status rzeczy.


* * *
Pamiętniki człowieczeństwa - rozbrojony zegarek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz