wtorek, 21 stycznia 2014

Krakowskie niebo przecieka. Chodniki toną w kałużach a ulice zalała... plaga parasoli. Cały dzień szumi mi w głowie deszczowa piosenka i tańce na tafli tych kałuż.Czuję jak nogą zahaczam o krańce samej siebie, ciągle sprawdzam na ile mogę sobie pozwolić i jak wygląda tendencja rozwoju moich własnych założeń. Dzisiaj po raz kolejny zasiedziana jestem pod kocem. Opatulam nim wszystko. Ciągle - szukam schronu. Nakładam na siebie różne rzeczy i sprawdzam w czym tak na prawdę jest mi do twarzy. Podobnie dzieje się z ludźmi. Ich megalomania galopuje niczym konie uwiązane do krakowskiej dorożki... ochlapała mnie brudna woda spod ich kopyt. Niczym para kaloszy...

Czasem mam ochotę tym parasolem wyrządzić kilka szkód, ale zbawienna okazuje się kropla deszczu na mym policzku. Oczywiście, że chciałabym aby ciepła dłoń, rozgrzana wspomnieniem otarła twarz. Ale uczę się - że chłód nie zawsze musi mieć śmiercionośne oblicze, i nie zawsze - musi mierzyć w samo sedno boleści człowieczych. Chociaż zazwyczaj tak jest; przeraźliwie ciepłolubni, szykujemy się na mrozy tysiąclecia a później... zima znów zaskakuje człowieka. Czy w tym roku spadnie śnieg? U mnie miesza się z deszczem, tam w środku jest chlapa. Czuję, że brudzę kolejną parę butów i umywam... od tego ręce. Jak jest na prawdę? Czy oszukujemy siebie aby przezwyciężyć przyzwyczajenie, i w końcu zaczynamy wierzyć wiarą mocy dziesięciu modeł - że znika stare a przychodzi zupełnie nowe? 

Pogoda zakrawa o melancholię. Pytam Majki, o której pogodzie mówi - pogodzie za oknem, czy pogodzie ducha? Sile się na śmiech i prawą dłonią zagarniam ją pod swój klosz dziecięcej naiwności. Majka nie protestuje. Gorzej w takich sytuacjach z Zośką, która szamocze się niczym ryba wyciągnięta z wody... traci powietrze, bo naiwność godzi w jej perspektywę silnej kobiety w płaszczu przeciwdeszczowym. Jak to jest? Że Zośka to suma składowa a jednak tak wielka kontra dla rozgrzanej Majki... Jestem pośrodku.

Andrzej w jednej z rozmów telefonicznych powiedział, że nie ma takiej sytuacji, w której człowiek nie mógłby użyć słowa, wykonać zdania z podmiotem i orzeczeniem. Chyba... że nie chce tego robić. Dlatego było milczenie. Milczenie zamówione. Milczenie pełne chęci do ciszy. >>i ja<< codziennie wskazująca Majce dowody na cudze nieistnienie.


Wizja tego, jak wiele mam do zrobienia - przeraża.
Ta sesja pierwsza od kilku lat... idzie niczym krew z nosa.


* * *
Pamiętniki człowieczeństwa - kropla w morzu potrzeb.


Chodź przytulę twe kałuże.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz