niedziela, 19 stycznia 2014



Wszystko z Olafem znowu nabrało rozpędu.

Wróciliśmy na tor, od którego ostatnio znacznie odbiegliśmy. Myślałam, że wracam do jakiejś normalności, ale przy Olafie normalność nabiera nowego wymiaru - de facto - nigdy nie będzie normalna. Te wszystkie zawirowania... niczym liście unoszone przez zamaszyste wiraże wiatru. Olafa zabolało, że Zośka pokazała mu, gdzie jest jego miejsce. Sprowadziła do parteru i przygniotła wagą własnego słownictwa. Wyczuwałam jak był na nią wściekły i modliłam się, żeby ich spojrzenia jeszcze przez chwilę nie musiały się spotkać. Byłoby to nie lada wyzwanie w zatłoczonym klubie. Któreś z nich w końcu zmuszone by było do opuszczenia pokładu, albo... opuścili by go razem, jak mieli w nawyku.

- tak było jeszcze kilka dni w tył.

- dziś?

Dziś: z Olafem jest jak na łajbie puszczonej w morze pełne zawirowań. Zaczynam mieć powoli chorobę morską. Chyba puszczę... egzystencjalnego pawia. Ktoś powiedział: wystaw rękę za okno i módl się o deszcz; aż w końcu spadnie - manna z niebios przepełnionych ironią. W ostatnich tygodniach wszyscy strasznie się pozmienialiśmy; może nie tyle co 'pozmienialiśmy' charakterologicznie... ale żadne z nas nie lokowało w modlitwach ulewy zmian, jedyne o co prosiliśmy to o deszcz, myślę, że lekka mżawka byłaby i zgodna z tą wiarą. Przede wszystkim - manna nie spada głupiemu pod nogi, chociaż głupi ma -owszem- więcej szczęścia niż mądry upatrujący go za każdym drogowskazem na swej drodze... mimo wszystko - ironia niebios leciała niczym żar. Co parzyło bardziej? Zmiana sama w sobie, czy zauważenie jej w innych? Mieliśmy coraz mniej czasu dla siebie... wszyscy. Tak bardzo nastawieni na ruszenie z tabulą rasą od nowego roku, wystartowaliśmy jednak dopiero po którymś stycznia w kalendarzu. Nie chcę myśleć, ile Majka nadłożyła drogi przez te tygodnie. Wielokrotnie wracała do dnia obiecanej zmiany i łapała za smartphona w celu uzyskania (...) bliżej nieokreślonej wiedzy. Tak na prawdę miałam perspektywę skiałczącej Majki o SMS. Zamieniłabym to raczej na 'S.O.S." ale co ja tam wiem, o skomplikowanej strukturze emocji wychodzącej spod dotknięcia Majkowej dłoni... chciała tą dłonią dalej mierzwić pewne blond włosy, dzięki Bogu - ja i Zośka miałyśmy czujne oko na jej zawirowania. Ale czasem, kiedy zostawałyśmy wciągnięte w wir własnych spraw, brała telefon w dłoń i wybiegała w ścieżkę stu sześćdziesięciu znaków o nocnych adoracjach ku tęsknocie.

Majka była toporna na lód empatii. Nie widziała, że jest na jego wierzchołku zaczepiona o skrawek jeszcze letniej sukienki. Halo. Halo. Czas zmienić odzianie wierzchnie i przygotować się na mrozy... Mrozy nadeszły już dawno, ale Majka jak to Majka brodziła po kolana w fantazjach o powrotach zza siedmiomilowych królestw. Niestety Zośka... sukcesywnie spalał jej mosty. Robiłyśmy to dla naszego dobra. Dobro... pojęcie dobra kołatało w mojej podświadomości - jeśli czynisz dobro, dobrem zostaniesz obdarowana. KARMO BĄDŹ ŁASKAWA!

Ostatnio zastanowieniu poddaje teorię - w co tak na prawdę wierzę?

Ku własnemu zdziwieniu, powoli w siebie :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz