Wracali-bodajże- jak bumerang.
Obijając się o wszystkie meble jej mieszkania. Nigdy nie była w jego. Nigdy nie potrzebowała do jego mieszkania zaglądać. Zośka wiedziała, że jest numerem dwa - ale nigdy nie myślała o sobie w ten sposób; zawsze kategoryzowała konkret sytuacji w jakiej się znalazła, jako >>niezależna i władcza<<. Taka też była. Nie była oznakowana. Nie miała numeru... co nie zmieniało faktu, dość istotnego w tej układance, że numeru jeden - nie chciała znać więcej niż do tej pory. Podłość Zośki? Każdy kieruje swoim życiem jak chce, a oni tylko czasem kierowali nim tak, aby wylądować na wspólnej posadzce.

Zastanawiałam się wielokrotnie, czy Zośce jak za mgłą, jak za szybą, jak za dźwiękoszczelną ścianą... przeszło przez myśl, że numer jeden tam jest? Możliwe, że numer jeden bije rękoma i nogami w jej ignorancję aby dać znać - że jest i się nigdzie nie wybiera. Gorzej - Zośka wcale nie chciała nikomu zabierać przestrzeni, nie chciała nikogo zastępować, nie chciała też aby Olaf był podpisany jej inicjałem. Pytam: o co do jasnej cholery chodzi? Zośka milczy. Nie wiem, czy to kwestia nieudolności udzielenia odpowiedzi na to pytanie - arogancja - czy strach przed własną odpowiedzią. Co z Olafem? Z jego moralną anomalią... czy myślał o numerze jeden? Na pewno nie, kiedy przekraczał pierwsze stopnie ku mieszkania Zośki a przy każdym następnym był coraz bardziej jej.
Olaf i Zośka dawno się nie widzieli. Obydwoje wyczekiwali aż trajektoria ich losu znów się skrzyżują. Przeglądali kalendarze, planowali. Szukali obiektywizmu w swoim zachowaniu; nie znajdowali go. Nie znajdowali też czasu.
Przesuwali.
Przeciągali...
* * *
Pamiętniki człowieczeństwa - obietnica spotkania.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz