poniedziałek, 6 stycznia 2014

Pierwsza impreza podczas której nie myślałam o Piotrze. Ani sekundy. Według jego 'widzi mi się' miałam czekać na to co przyniesie nam przyszłość, problem polegał na tym, że jedyne czego nauczyła mnie przeszłość to ... nie zawierzać w sprawczą moc pół-słówka 'kiedyś'. Kazałam mu dwa dni temu podjąć decyzję, obawiam się, że ona została podjęta wraz ze znakiem markowym przyszłości - nie będzie, żadnego 'kiedyś'. Im szybciej zdam sobie z tego sprawę, tym zdrowszy będzie mój pogląd na realia szóstego stycznia.

Wstałam. Wczoraj był dobry wieczór, który porządnie pokiereszował moje studenckie fundusze. Przy dobrych wieczorach pieniądze stają się kwestią płynną, dosłownie płynną. Więc siedziałam. Dużo się śmiałam i co chwile obserwowałam Olafa. Funkcjonował w dwóch przestrzeniach, chociaż miałam wrażenie, że żyć miał więcej niż przeciętny dachowiec. Jak się w tym odnajdował i nas nie mylił? Nigdy się chyba tego nie dowiem, co gorsza... mój kręgosłup moralny nie chciał tego wiedzieć, lepiej spał z okrojoną świadomością. Pytałam o to, o co miałam ochotę zapytać ale zawsze - pilnowałam aby zostało mi odpowiedziane w wyczerpujący sposób. Wczoraj nie pytałam o nic. Patrzyłam. I za każdym razem czułam się dobrze jak podchodził bądź karcącym wzrokiem wymierzał dorosłe spojrzenia w kierunku moich "papierosianych ciągutek" po alkoholu. Potrafił mnie obudzić o szóstej rano dzwoniąc, czy na pewno nie mam ochoty na paczkę żelek, doskonale wiedząc, że mój głos na linii telefonicznej będzie chciał mu wymierzyć cios i zrobi to... śmiechem.

Ktoś zapytał, czemu nigdy nie pomyślałam o byciu z Olafem. Niewątpliwie miało to kilka przeszkód na drodze, ale najbardziej znaczącym argumentem było to, iż wygoda jaka szła za taką realizacją naszej znajomości - odpowiadała nam obojgu. Zawsze mogłam to przerwać. Ja mogłam. On nie miał tego prawa, oddał je w moje ręce. Więc... zawsze mogłam to przerwać, jeżeli stwierdziłabym, że chcę komuś pościelić obok mnie. Tak było z Piotrem. Olaf go nie tolerował. Od samego początku ganił i odradzał... pytał czy na pewno jestem szczęśliwa i pewna swojego małego założenia. Na początku myślałam, że to zazdrość ale przecież zazdrości wyzbyliśmy się dawno temu więc był to - niepokój.


Miał rację. Olaf nieomylny.

Więc: 'kiedyś'.


Jeszcze mnie drażniło. Skwierczało niczym masło rzucone na patelnię. Uwierało jak źle dobrana bielizna. Ale zauważałam, że coraz bardziej chcę ruszyć z miejsca. To był dobry znak do tak zwanego progresu. Nie potrafił odpowiedzieć na żadną z moich wiadomości, a ja czułam... że za niedługo nie będę potrafiła odpowiedzieć mu - nic.





* * *
Pamiętniki człowieczeństwa - znowu mamy słońce!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz