czwartek, 2 stycznia 2014

Nadciągnęła nawałnica pracy. Najkorzystniejsza możliwość w sytuacji przesytu własną myślą. Zazwyczaj to pomaga zapchać głowę bieżącą sprawą, obowiązkiem do realizacji... tylko ostatnio 'zazwyczaj' trochę mniej skutkowało. Irytuje mnie to. Miesza się we mnie taka wściekłość z lekką bezsilnością, bo doskonale zdaję sobie sprawę z faktu, że bezsilna to ostatnia cecha jaką mogę samej sobie przypisać. Wszystko leży w moim geście i chęci ruszenia do przodu. Pewnie mogłabym to zrobić, gdybym wyłączyła w sobie to i owo, ale jak na razie - wszystko chodziło na największych obrotach: mózg, serce, sumienie... zaczynała mnie boleć głowa od sprężenia zwrotnego.

Czy się o to prosiłam? Nie wiem. Chciałam od losu czegoś, na pewno chciałam, ale chyba z losem nie do końca się zrozumieliśmy w kwestii - intencji. Jedenastego wszystko się zmieni, coś na pewno się zmieni - pójdę w prawo bądź lewo, ale nie zostanę w miejscu. Jedenastego czeka nas trzy rozmowa i czas. Nie wiem, czy Piotr zdaje sobie sprawę, że wczoraj kompletnie nie było mi do śmiechu a żart słowny raczej nie trzymał się rąbka mojej przykrótkiej spódnicy. Kompletnie nie. Kiedy mówiłam, że nie zaczekam ani minuty dłużej - mówiłam to z przekonaniem w głosie. Drżały mi struny głosowe, ale byłam przekonana co do słuszności tych słów.

Jedenastego pójdę w prawo albo lewo i żadna siła nie pociągnie mnie "kiedyś" by wrócić w to samo miejsce, do tego samego człowieka. Już nie.




* * *
Pamiętniki człowieczeństwa - włączyłam odliczanie do końca.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz