Czytam o modernizmie, który przekracza granice - sama przekraczam granice... jawnego rozsądku. Od godziny ósmej już wierzgam nogami, zamotana w pościel. Myślę o nim. To silniejsze niż jakikolwiek racjonalizm. Wstaję, łapię za telefon i znowu robię to czego nie powinnam - piszę. Powoli przestaje wierzyć w sprawczą moc słowa, przecież nic się nie zmienia. Dalej tkwię na rozdrożu. Ciągle chodzę. Jakby chodzenie miało darować kolejną trwogę. I rzeczywiście... modle się do Boga. Wiecie jaki kawałek drogi pokonuję od siebie z mieszkania w drodze na swoją uczelnię? ... Niemiłosiernie wielki, a robię to od kilku dni dwa razy dziennie + narzucam sobie dodatkowe ścieżki, nie jestem jak kot ani jakiekolwiek inne zwierze - to typowo ludzkie odruchy, naiwne odruchy. Zastanawiam się kiedy przyjdzie odpuszczenie. Jego w stosunku do mnie, albo moje - w stosunku do całego świata. Wolałabym to pierwsze, które mogłoby być słodkim happy end'em... tylko nie wiem, czy kiedyś poczuję tą słodycz.
* * *
Pamiętniki człowieczeństwa - pełna goryczy Dominika.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz