Krótka dygresja: powinnam częściej "świntuszyć" na łamach publicznego wpisu - jesteście wtedy nad-aktywni w czytaniu. Niezmiernie mi miło, że taką "mnie" też "pożądacie" :)
Dostałam kilka wiadomości, co z Grzegorzem? Już piszę...
Nic z Grzegorzem. Wybrał on życie samotnego wilka, pośród jednoosobowej watahy. Chce wyć do księżyca, ale raczej... nie z tęsknoty do mnie. Co na to łasa ja? Oblizałam własny palec i wepchnęłam go sobie w oko, bolało? Jak cholera. I dobrze. Zapamiętam ten ból w razie gdybym chciała znów szukać rozwiązania zadowalającego obie strony. Od dziś dogadzam sobie. To ciężkie zadanie, bo jestem wymagająca bardziej perfekcyjnych pieszczot... niż połowa mężczyzn tego globu, a mówi się, że - że mięso trzeba trzymać w lodówce bo zbyt duże ciepło może je zepsuć. Prawda. Czy będzie żałował? Oby. Moje serce mówi - oby. Zrozumiałam dzisiaj, że jeżeli coś ma wrócić to wróci - jeżeli będzie miało odwagę na powrót, ale ja jestem - zwolennikiem drugich szans, przynajmniej ja mam odwagę je dawać... bo nurt rzeki zawsze się zmienia i nigdy, nie jest ten sam.
Mój mózg? Ma dość obowiązków i pracy na jakiś czas.
Albert krzyczy: i po co goliłaś nogi?
Dowiedziałam się dziś, że jest ze mnie wojownik. Odpowiadam: duży. Zawsze - walczę o swoje ! :)
* * *
Pamiętniki człowieczeństwa - nie każda walka musi być wygrana, kiedyś ... może przyjść riposta.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz