Przecież, tak czy inaczej, nasze zachowania względem siebie to pasmo niezręczności. Dłubiemy sobie nawzajem w sercach, w oczach, w wątrobach, straszymy się, sprawdzamy, przewiercamy na wylot. Duchowa strona człowieka nie podlega żadnej ochronie. To aż śmieszne: na robienie zwykłych domięśniowych zastrzyków trzeba mieć specjalne pozwolenie, ale majstrować przy duszy ludzkiej może praktycznie, każdy kto zechce: ksiądz, aligator, kochanek, przechodzenie, nikt -
Agnieszka Osiecka nie wiedziała jeszcze, że i on... zmajstrował mi bajzel w duszy. Niepokój. Niewiarę i zmacerowanie... ideałami, w które przyszło mi wtedy wierzyć. A podobno: lepiej być człowieka pewnym, niż w człowieka wierzyć. Gdzie wtedy była ta pewność? Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym - to już Bukowski. Wewnętrzny monolog. I można... wszystko zużyć.
I jeszcze jedno:
Być obojętnym. Bez duszy i serca. Obojętnie się budzić i z taką samą wyuzdaną obojętnością zasypiać. Nosić ją w sercu... jednocześnie serca nie posiadać. Taka abstrakcja. Nikogo nie całować. Nikomu nie pozwalać się kochać. Tylko - oddychać i trwać.
Boże... czy naprawdę można tego chcieć?
Łaknąć samotności.
* * *
Pamiętniki człowieczeństwa - daremność słownictwa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz