Co by było, gdyby...
Usiadałabym niepostrzeżenie na tej samej kanapie. Zmniejszając dzielące nas centymetry. Szukała dłonią, jego dłoni. Udawałabym speszoną, tą grzecznie przejętą; błądzącą wzrokiem. Tylko po to, by zobaczyć jak kącik jego ust wykrzywia się w kaprys zwany narastającym pożądaniem. Wstałabym. Stanęła przed nim, prawą dłonią podnosząc jego twarz za podbródek, przysuwając swoją własną do pocałunku - oddaliła się. Stanęła w rogu naszego pomieszczenia, podgłaśniając muzykę... biodrami kołysała w takt. Zaczęłabym seksownie wyginać swoje ciało, powolnym, leniwym ruchem zdejmując rzeczy. Czas zwalnia... widowisko się zaczęło. Podeszłabym bliżej, szpilką cofając jego ciało do oparcia kanapy. Ja, czarna bielizna i pończochy. Położyłabym jego dłonie na swoich pośladkach... okrakiem wdrapując się na niego. Językiem zlizałabym szyję, aby wziąć w usta kawałek ucha i nasycić je pomrukiem. Ręką mierzwiłabym włosy, zaczynając mocniej łapać jego męskie barki. Zamaszyście ściągnęłabym koszulkę. Zsuwając wilgotne usta ciągle w dół... wróciłabym do góry, szepnęła zbereźnych rzeczy kilka i intensywnie otarła się o jego krocze. Wstałabym (znowu) rozszerzyła jego nogi, odwróciła się tyłem, łapiąc dłońmi kolana wsunęłabym swoje pośladki w sam środek jego jeans'ów, otarłabym pełnią kształtu... i szybko zwróciła akcję, uklęknęła. Zębami pociągnęła za kraniec spodni, rozpięła je.
Wepchnęłabym stanowczo język w jego usta. Mocniej przywierając, na żaden jęk nie ma miejsca. Drażniłabym, każdą wolną przestrzeń jego warg... Mocno złapała prawą ręką za kark. Przyciągnęła do siebie. Obiecała spełnienie. Schodząc w dół, rękami zsuwam bokserki i ręką delikatnie wprawiam zamęt. Włożyłabym go w usta... Nie. Najpierw językiem zaczęła drażnić się. Aż sam by nie poprosił o resztę. Włożyłabym go w usta i zaczęła delikatnie ssać, co kroć... nadając tępo zabawie. Ukradkiem spoglądałabym na twarz w ekstazie i wsłuchiwała się w męskie westchnienia, od których ciężej mi na skórze. Przerwałabym. Popchnęła go mocniej na mebel i usiadła na nim, delikatnie, powoli - wkładając w siebie. Mocniej ścisnęłabym uda i zaczęła... powolnym, leniwym ruchem rozkręcać karuzelę. Mocniej. Agresywniej. Stop.
Odskoczyłabym jak poparzona. Przeszła na drugą stronę i łapiąc się rękoma o szafkę - wypięła, ciągle spoglądając czy podejdziesz... mając tą niewątpliwą okazję.
A teraz? Ubieram pończochy i czekam do późna.
* * *
Pamiętniki człowieczeństwa - chcę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz