Czułam od trzech dni, że nadchodzi nieuniknione. Od trzech dni też miałam sowitą nadzieję, że nie wejdzie ze mną w dyskurs nikt z pochodnie mi bliskich ludzi. Dyskurs równał się wybuchem. Mówiłam, że coś przeczuwałam...? Kurwa. Śmierdziało na kilometr.
Grzegorz jak na swój wiek, ciągle mnie zadziwiał i dzisiaj przeszedł moje najskrytsze oczekiwania. Wniknął pod moją skórę. Pod strefę zakazaną pozornie dla drugiego człowieka, jemu się to udało. Dotknąć mnie nad wyraz uciążliwie... czuję, że mój umysł właśnie szaleje - biega po przestrzeni zagospodarowanej dla racjonalizmu. Chciałam walczyć, nawet podjęłam pierwsze próby tego boju - problem mój i Majki polega na tym, że nie umiemy rezygnować z ludzi. Zanim rozsadowiłam się na dobre w planach odwrócenia sytuacji na własną emocjonalną korzyść - zdążyłam złożyć broń. Chce przestrzeni? Chciałabym, żeby tą przestrzenią się udławił... ale to bez sensu, bo zaraz zaczęłabym reanimacje w celu jego odzyskania. Miał być. Miał trwać. Miał być inny.
Wczoraj gdy zadzwonił do mnie Olaf, odepchnęłam go z równą siłą własnej wściekłości, mówiąc - że zależy mi na tym chłopaku z taką skalą własnego uniesienia, że nie będzie mi brakiem nieobecność Olafa... Dzisiaj to ja zadzwoniłam zapłakana do Olafa, żeby mnie zebrał z bruku własnej lekkomyślności - że mogę kogoś posiadać...
* * *
Pamiętniki człowieczeństwa - chcę pozbyć się Majki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz