Obudziłam się w szpitalu. Pierwsze minuty były szalonym poszukiwaniem wzroku czegoś co znam i czegoś czego będę mogła się uczepić na dłuższą chwilę aby nie popaść w panikę. Zanim otworzyłam oczy do moich uszu dochodziło niekończące się pikanie i szuranie...które sprawiało, że panika we mnie wzbierała. Zobaczyłam Mamę - nigdy wcześniej nie przerażoną tak jak w tym momencie i uświadomiłam sobie, że dzielę to samo przerażenie -jeszcze- z niewiadomych przyczyn. Nigdy mocno nie ściskała tak mojej ręki... Bałam się, że połamie mi najzwyczajniej w świecie moje przeraźliwie chude palce, ale było to przyjemne na tyle, że bałam się rozluźnić dłoń z jej uścisku. Kiedy zobaczyła, że na nią spoglądam myślałam, że zaleje mi łóżko łzami - wystraszyła mnie po raz drugi. Wolną dłonią omiotłam swoje policzki i chciałam na siłę wyszarpać rurkę z nosa, czego karygodnie zabroniła mi Mama.
W nocy stanęło mi serce. Dosłownie stanęło. Nie pamiętam niczego od momentu nalewania soku do szklanki, która jak teraz wiem obudziła Mamę a dokładnie... jej brzdęk upadania o kuchenne płytki. Pierwsze o co chciałam zapytać, ale Mama mnie wyprzedziła było: nie, nie ma go. I to było racjonalne, bo z jakiej okazji miał być? Był pierwszym niewypowiedzianym pytaniem i pierwszą niezadaną myślą.
Majka mogła mnie w nocy wykończyć...
Tak na prawdę chodziło o mnie. O to, że usłyszałam rzeczy, których tak strasznie nie chciałam dopuszczać do swojej świadomości. Czułam, że nie dany był mi czas - że pochopnie podjęta decyzja Grzegorza będzie kołatała w moim sercu i głowie, co gorsza w głowie - na tej płaszczyźnie echo odczuwalne jest okropnym stukotem myśli i rozczarowania, tęsknoty i błagania, pieprzonej kompletnej dezorientacji... Chciałabym wykonać ruch, tylko kompletnie nie wiem jaki, przykuta do łóżka spaceruje po klawiaturze laptopa i to jedyny spacer, na który właśnie sobie mogę pozwolić a i ten spacer... nie trafia do niego. Naiwnie wierzyłam, że zapisanie trzech kartek własnym drukiem może ocucić jego umysł i przywrócić nas na tor bytu. To była naiwność. Kiedy wczoraj równie szybko je zmiął i schował do kieszeni kurtki, czułam jak sama jestem zmięta i opadam na dno tejże kieszeni. Majka pyta ciągle czy on to czyta - nie wiem! Czuję się idiotycznie, kiedy pozwalam wciskać kwestie Majkowych roszczeń, ale jest ona częścią mnie i nie mogę pozbawić tej części głosu, zwłaszcza, że kiedy wczoraj Grzegorz mówił do niej - personalnie do niej - czułam jak opada na moje kruche barki. Pytam: co jeśli czyta? A ona na to głosem sprzeniewierzonym po nocy: jeśli czyta to po prostu mu opowiedzmy... Nie wiem czy mam ochoty na opowieści. To ten szkopuł. Wczoraj chciałam wziąć emocję w dłoń i nią wojować. Nią wywalczyć miejsce do dalszego rozwoju sytuacji - potłukłam (w efekcie) emocję i siebie. Dzisiaj leżąc i spoglądając na ludzi z tej samej sali, nie czuję rezygnacji - czuję nie moc, bo nie wiem co kolejnego mogłabym wziąć w dłoń aby zawalczyć. Nie bardzo wiem... co mam pod ręką. Żadna z naszej trójki nie chciała przypierać Grzegorza do ściany, spanikowałyśmy w weekend ale stawianie błędnego kroku się zdarza, dzień w dzień miliony osób go robią i z tego powodu drugi człowiek - nie skreśla, a idzie po rozum i rozumnym będąc daje szansę. Codziennie to widzę. Jak ludzie dają sobie kolejne dni. Bo to dni są polem do rozwoju zażyłości. I tu się boję... że w całej ekstrawagancji słów - zabraliśmy sobie szansę na rozwój; co jeśli przegapimy właśnie teraz sytuację perspektywicznie mającą możliwość na 'zaś' ...
Kiedy Olaf wszedł do sali. Pierwsze stwierdzenie: zapuchnięty chomik. Drugie: nie poddawaj się bez walki, jeśli Ci zależy, postaraj się. Długo rozmawiałam z Olafem przed jego dzisiejszym wylotem z Polski... i nie myślałam, że będzie on opoką w rozgrywce o Grzegorza. Według Olafa nigdy nie miałam oczu pelniejszych nadziei, nawet przy nim.
Majka i ja, czekamy na cud.
* * *
Pamiętniki człowieczeństwa - niedotlenione serce, niewygodne łóżko i serce nadziei.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz