Dzisiaj zastanawiałam się, czego oczekuję od życia. Za siedem dni będę miała pełnoprawne dwadzieścia trzy lata i będzie to w jakimś stopniu kolejny etap mojego życia. Kiedyś mówiłam jak dziecko, myślałam jak dziecko, postępowałam jak dziecko... ale w momencie kiedy stałam się kobietą, odłożyłam dziecięce sprawy na bok. Przynajmniej większość z nich...
Zabolało mnie, że ktoś może odmówić poznania mnie. A przecież ja sama ciągle odmawiam: nie mam ochoty na herbatę, na rozmowę, spotkanie... ale odmówić - poznania?! Ciągle biegało to we mnie niczym tajfun. Robiło solidne zamieszanie poukładanych regałów z myślą, planem, założeniem. Targało tęsknoty szlałf, zmoczyło, każdą suchą część mnie. Przemokłam tym - po same krańce. Przestawało mi się to podobać od kilku dni. Nie jestem taka. Jestem emocjonalnie rozchwiana, nadwrażliwa i ciągle... szukająca drugiego człowieka. Ale nigdy aż tak bardzo - się nie gubię, a teraz... biegam między układanką samej siebie, robię największy skok.
Po długich rozmowach z Marcinem, pada pytanie:
-Miłość jest w życiu najważniejsza?
-Tak, Marcin. Miłość do samego siebie :)
* * *
Pamiętniki człowieczeństwa - a więc kim jesteśmy?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz