środa, 5 lutego 2014

O północy usłyszałam pukanie do drzwi, ześlizgnęłam się z antresoli chociaż nie wiem czy słowo ześlizgnęłam jest adekwatne do tego jak ociężale schodziłam po drabince. Otworzyłam drzwi. Zobaczyłam Piotra z winem w ręku. Nie bardzo zrozumiałam istotę sytuacji, dopóki nie otworzył ust, które kiedyś czułam na sobie... Chciał wrócić. Miał tupet by tego chcieć. Nie wiedziałam... czy zamknąć drzwi, czy kopnąć go w sam środek czterech liter. Więc - wzięłam wino i zamknęłam mu drzwi przed nosem. Najsłuszniejsza decyzja mojego życia. Zyskałam wino i pozbyłam się dupka, tym razem - ja pozbyłam się jego definitywnie i nieodwołalnie. Nie odebrałam żadnego telefonu.

W nocy było różnie. Telefon ciągle dzwonił a spis narastających połączeń uświadamiał mnie tylko w tym, co zaczęło się dziać. Wieści o tym, że Grzegorz miał mnie "gdzieś" zaczęły szybko się rozchodzić a faceci, z którymi przed Grzegorzem mi nie wyszło - zwęszyli możliwość powrotu. Nie chciałam powrotów. Pierwszy raz w życiu moja karta się odwróciła: nie chciałam nikogo z przeszłości, chociaż wcześniej czułam, że ta przeszłość jada ze mną posiłki i chciałam ją materializować; dziś - gdy mam taką szansę udaję, że mnie nie ma. Zabrałam tym ludziom indywidualną siłę przebicia. 

Piotr był bliski przebicia. Trafił na ten moment, kiedy chciałam po prostu bliskości aż sobie nie uświadomiłam, że wpuszczenie go przez te drzwi to jak pozwolenie na zalęgnięcie się -kolejne- w moim łóżku, a jedyne na co miałam permanentną ochotę... to wyrzucenie łóżka razem z nim przez okno. Jak się skończyło? Wino, gitara i lekkie smęcenie. Tak. Zdarzało mi się czasem... dotknąć struny z tą samą ckliwością co mężczyzny. Lubiłam akustyczne wersje wszystkiego. Chciałam akustycznego Grzegorza. Moja monotematyczność mnie brzydzi. Pierwsze po otworzeniu oczu dzisiejszego ranka, okazało się sięgnięcie za telefon - Majka ciągle mi podsuwała ten plastik do rąk... chciałam go obok, chciałam go czuć, chciałam się z nim kochać, chciałam go nie znać po czym chciałam go znać ale zmienić dwa dni w historii i znowu... chciałam go mieć obok, chciałam go czuć, chciałam się z nim kochać. Napisałam to. Bo przecież u mnie mózg i serce nie idą w parze. Wściekłam się na samą siebie. Po jasną cholerę... Ale czułam to. Nauczyli mnie, że mówi się zawsze to co czujesz i teraz nie wiem - czy większym bohaterstwem jest mówić z emocją, czy stać się emocjonalnym niemową... 


Jest we mnie coś beznadziejnego. Taki podszept nadziei. Że może tym razem pokaże mi inny obrót spraw. Myślę nad usunięciem jego numeru z książki telefoniczne, bo czuję... że wystarczy byle westchnięcie a będę po niego sięgać. Chciałabym też -jednocześnie- małych kroków, jego małych kroków. 



* * *
Pamiętniki człowieczeństwa - coś musi się zmienić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz