poniedziałek, 3 lutego 2014

Obok mnie leży starsza kobieta. Najpierw kilkakrotnie pytała się, kiedy w końcu się uśmiechnę... początkowo strofowała mnie ogromnie i modliłam się tylko o to, żeby kroplówka przestała lecieć ciurkiem co jednoznaczne było z krótką przechadzką korytarzem. Mama znikła. A tak na prawdę była moją deską ratunkową, która mogła mnie stąd wyciągnąć - nie pojawiała się. Więc leżałam... zastanawiałam się jak wiele bym straciła, gdyby wczoraj nie zareagowała ona w taki sposób. Ale też nie to jest sednem tego wpisu, chodzi o tą starszą kobietę nie dającą za wygraną.


Patrzyła na mnie tak świdrującym wzrokiem, że zaczynałam czuć się nieswojo. Odwróciłam się plecami w jej kierunku i delikatnie westchnęłam, że mam najmniejsza ale mam - strefę komfortu. Czułam ten palący wzrok na swoich plecach. Odwróciłam się w jej kierunku i patrzyłam tak długo dopóki ona nie poczuła jednoznacznego speszenia moim charakterem, który powoli a skutecznie... się wyłaniał. Nie poczuła go. Uśmiechnęła się w tak uroczy sposób, w jaki potrafią tylko starsi ludzie i... złagodniałam. Poczułam zmęczenie sobą. I to samo zmęczenie dałam jej wyczuć. Więc znowu zapytała, kiedy w końcu się uśmiechnę - to było najtrudniejsze pytanie jakie można postawić: kiedy? Miotałam się w odpowiedzi, którą niósł język i w gruncie rzeczy - nie wysłowiłam się. Zapytała więc czy jestem niemową co rozbawiło mnie do takiego stopnia, że wypuściłam powietrze z ust i uniosłam prawy ich kącik ku górze. Starsza kobieta zaczęła mi mówić o skomplikowanej naturze serca, na którą ewidentnie obydwie cierpiałyśmy. Wydawało mi się początkowo, że mijamy się w komunikacie a dokładnie w jego interpretacji ale przecież... jej słowa odebrałam tak jak chciałam odebrać. Kiedy na salę wszedł Olaf poczułam to zainteresowanie jego osobą, z każdego konta pomieszczenia... nawet pielęgniarki zaglądały zafrapowane jego osobą. Kiedy wyszedł poczułam ironię uśmiechu starszej kobiety - spytała czy to on? Początkowo nie wiedziałam co ma na myśli... ale przecież o co mogła mnie zapytać starsza osoba - CZY TO ON - ... Wtedy już się uśmiechnęły moje oczy patrzące prosto w starczą twarz - NIE TO NIE ON - pierwszy raz spotkałam kobietę, która tak nie dawała za wygraną; zazwyczaj pomyślałabym, że to kolejna krucha dewotka z okiennic mojego miasta, szukająca sensacji na starość... ale ani trochę nie wprawiała mnie w takie wrażenie. Ta rozmowa do czegoś dążyła.

Więc kiedy będzie On? Po tym pytaniu starsza kobieta wyczuła ociężałe powietrze moją nostalgią. Myślałam, że odpuści... bo chyba wystarczająca wdrążyła się w temat, który wprawiał mnie w ociężałość. Nie. Dalej nie dawała za wygraną. Zaczęłam rozmowę... najszczerszą z rozmów na jakie mogłam się zdobyć, z obcym człowiekiem. Jej obcość była jak plaster łagodności na ranę, która niemiłosiernie wypalała dziurę w moim wnętrzu. Powiedziałam jej co zrobiłam, że chyba przez przypadek zdłamsiłam mężczyznę, która powodował mój wewnętrzny spokój - spokój jakiego nie miałam od dawna dawien... Że lęk i pozostałość po kimś wepchnęła mnie w kozi róg, który ubódł tego mężczyznę. Starsza kobieta popatrzyła na mnie z politowaniem, jakim obdarzyłaby mnie moja własna babcia aktualnie odchodząca od zmysłów co się dzieje z jej wnuczką - patrzyła tak dłuższą chwilę, aż wstała. Podeszła do mnie na tyle blisko aby powiedzieć dosadnie: a teraz cię przytulę i ty zniesiesz ten uścisk... Pierwszy raz w życiu byłam oszołomiona i nie zareagowałam obroną. Poczułam, że zaszkliły mi się oczy. Starsza kobieta usiadła u mnie na łóżku i powiedziała, że gdyby po takich pomyłkach ludzie mieli przesyt sobą to nie byłaby ponad pięćdziesiąt lat w małżeństwie. Że najważniejsze to zdać sobie sprawę, że rzeczy, które zaczynają się zbyt prosto i zbyt gładko przechodzą obok nas... na prawdę obok nas przechodzą - niepostrzeżenie, a warte jest tylko to co w trywialne życie człowieka wprowadza komplikację, o komplikację warto jest zawalczyć. Motyw walki przewija się kolejny raz wokół mojego łóżka i powoduje odrętwienie mięśni. Podobno popełniłam błąd, który teraz nauczy mnie czekać i nauczy mnie milczeć, a z tym mam ogromny problem - jak wiemy.

Starsza kobieta zasiała we mnie czekanie.

Jeżeli mężczyzna tak ważny dla ciebie, który powoduje, że truchlejesz na samą myśl jego utraty i mierzwisz pościel w łóżku potrzebuje miejsca - daj mu to miejsce i niepostrzeżenie kręć się obok, jeśli będzie chciał to wróci, dlatego, że doceni iż uczysz się milczeć i czekać - jeżeli nie wróci to znaczy, że nie doceni kogoś kto dawał szczęście i poznał wyrzeczenie. 

Teraz leżę. Patrzę na tą starszą kobietę z wrodzoną czułością i czuję jak oplata mnie wdzięczność. Milczenie i czekanie, to nie przychodzi nikomu łatwo. Milczenie i czekanie to z mojej strony gabarytowo duże wyrażenie zależności dla drugiego człowieka.


* * *
Pamiętniki człowieczeństwa - zjadłabym rosół.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz