czwartek, 6 lutego 2014

Nie mogę znieść Krakowa. Teraz nie mogę go znieść. Siedzę na parapecie kuchni, którą sobie umiłowałam i nie mogę już wytrzymać w tych pomieszczeniach. Mówią obcy mężczyzna a czuję jakby był nieskończenie bliski.Więc wychodzę... a wszechświat znowu daje mi kopa. Spotykam zapłakaną kobietę na własnym skwerze, czuję, że mogłabym się do niej dosiąść i być jej lustrzanym nieco młodszym... odbiciem. Nie wiem skąd bierze się ludzka przekora, że wykonujesz krok i podchodzisz, pytasz czy wszystko w porządku i zaczynasz żałować... że zapytałeś. Wszechświat na prawdę chce mi coś udowodnić. Ową kobietę zostawił mąż. Totalna abstrakcja, oczy miałam równie wielkie jak denka od słoików i czułam, że mimowolnie zwieszam głowę w rozczarowaniu. Co się dzieje kurwa z mężczyznami? 

Trochę odczuwam pieszczotę ironii, perwersyjną pieszczotę. Wszystkie książki, które mam do ranka jutrzejszego przerobić - na przekór mnie - eskalują doznania niesmaku. Jedna zadaje pytanie: czy możemy poznać człowieka na tyle ile potrzebujemy? ... Głosi, że idea może tylko dobrze brzmieć ale już smakować ohydnie. Druga - śmiało twierdzi, że ludzka dusza sięga wyjałowienia. Deprecjonuje nas wszystko. Jesteśmy beznamiętni, bezuczuciowi, bez-nadziejni... ale lepiej uczepić się tragizmu sytuacji i podtrzymywać na sile, niż żyć życiem emocjonalnej wywłoki. Poważnie? Jeszcze tylko z jakieś dwadzieścia... a wszystkie utrzymane w jednym tonie.

Chciałam wyjść, oczyścić głowę. A tak na prawdę nie mam gdzie się ruszyć, opiewa mną stagnacja i myśl. Ciągle słyszę melodię telefonu, ciągle ktoś się martwi - mną. Że dzisiaj już widzieli... pierwszy przebłysk 'sukowatości', która może nastąpić a to straszne, bo zamknie się we mnie to - co teraz czyni mnie człowiekiem z krwi i kości.

Chciałabym - aby emocje nie miały do mnie dostępu, ale na prawdę się boje, że odetnę je raz na zawsze.


Boli mnie serce, dosłownie, fizycznie.

* * *
Pamiętniki człowieczeństwa - skrajności.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz