środa, 5 lutego 2014

Zacznie być tu inaczej.

Inaczej dopóki nie okiełznam tego co ze mną się dzieje. Zośka stwierdziła, że mogłybyśmy porzucić na jakiś czas pisanie... albo raz jeszcze zrobić czystkę w naszych tekstach - ale  to byłaby ucieczka. Nie chcę uciekać. Nie ja powinnam brać nogi za pas i niestety... nie ja należę do ludzi preferujących unik. Dużo się zmieniło we mnie, co dziś zauważyłam. Dojrzałam do odpowiedzialności, ale sprzeniewierzyłam się także dla emocji. Podejrzewam, że zrobię to jeszcze nie raz i uwierzcie w tym momencie się śmieję. Z tej ironii.

Porzuciłam dom. Zostawiłam za sobą rozgardiasz i wyszłam - sama. Mówią: smutne miasto Kraków; nie zgadzam się z tym. Szłam i szłam... przed siebie. Odwiedziłam miejsce moje i Karola, poczułam spokój. Rozsiadłam się na pomoście po drugiej stronie Wisły, tuż obok zapory... i zastanawiałam się kiedy ona puści. Kiedy tama przestanie być szczelna, jak w moim przypadku. Broniłam się. Poważnie. Żeby nie znaleźć się w tym punkcie, w którym jednak jestem. Punkt zwrotny - że możesz czekać, albo obrać nowy kurs. Co zrobiłam? Odmówiłam sobie dziś czekania. Chcę go, bardzo. Bardziej się nie da pożądać Grzegorza... nikogo tak mocno nie chciałam obok siebie posadzić, ale nie chcę czekać w tym fotelu sama. Nie wiem czy mam na co czekać, czy czekanie się zbilansuje na korzyść naszą. Wczoraj pokazał twarz egoisty. Egoizmu się brzydzę. Zawierzam w przeczucia. Moje przeczucie mówiło, że - to jest TO! Czy się pomyliłam? Nie. To on się pogubił, nie patrząc na to, że może za jakiś czas... zgubić i mnie.

Nie czekam. Prosto brzmi. Ale nie jest takie proste jak mi się zdaje. Jest nas trzy i każda ma zupełnie odmienną taktykę działania, wiec siedząc na antresoli w najbardziej przetartych jeansach z podwiniętymi nogawkami, odczuwam ulgę. Za dzisiejszy dzień. Zrobiłam jakiś krok. Odcięłam się od wszystkiego co chciało do mnie wrócić i kazałam soczyście spierdalać temu. Spędziłam dzień ze sobą. Przerażające... ale znowu się śmieję. I czuję, że środek mnie boi się wieczora, kiedy znowu wróci chmura potrzeb i zawiśnie nad moją głową a jak wiadomo... potrzeba woła o Grzegorza.

Ale znowu mówię - nie czekam. Co znaczy, że nie czekam? Życie się toczy i tego nie powstrzyma moje czekanie... Życie wymaga aby stawiać mu czoła w jakikolwiek sposób, ale stawiać. Wcale nie odebrałam obaw Grzegorza jako przejaw dorosłości... ja je zrozumiałam, ale stały się dla mnie wygodną wymówką, od odpoczynku w kontekście mojej osoby. Nie chciałam. Chciałam, aby mnie zagarnął mięsistą dłonią i przytulił.

Nie czekam, ale czuję że coś we mnie przygotowuje się do czekania...

Chciałabym się odezwać. Ale nie zrobię tego. Dziś popołudniu nastąpiło we mnie zawzięcie, zaparłam się nogami i rękami... odpychając telefon. Niech on wykona pierwszy ruch, jeżeli zawierzył we mnie; w moje postulaty małych, najmniejszych... kroków. 


* * *
Pamiętniki człowieczeństwa - (...)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz