wtorek, 4 lutego 2014

Gonię myśl po śliskiej tafli własnego odbicia. 

(...) 

Życie na poczekaniu.
Przedstawienie bez próby.
Ciało bez przymiarki. 
Głowa bez namysłu.

Nie znam roli, którą gram. 
Wiem tylko, że jest moja, niewymienna.

O czym jest sztuka,
 zgadywać muszę wprost na scenie. 

Kiepsko przygotowana do zaszczytu życia,
narzucone mi tempo akcji znoszę z trudem.
Improwizuję, choć brzydzę się improwizacji.
Potykam się co krok o nieznajomość rzeczy.
Mój sposób bycia zatrąca zaściankiem.
Moje instynkty to amatorszczyzna.
Trema, tłumacząc mnie, tym bardziej upokarza.
Okoliczności łagodzące odczuwam jako okrutne.

Nie do cofnięcia (wykonane) słowa i odruchy. 
Nie doliczone gwiazdy,
charakter jak płaszcz w biegu dopinany,
oto żałosne skutki tej nagłości.

Gdyby choć jedną środę przećwiczyć zawczasu. 
Albo choć jeden czwartek raz jeszcze powtórzyć! 
A tu... już piątek nadchodzi z nieznanym mi scenariuszem. 
Czy to w porządku pytam
(z chrypką w głosie,
bo nawet mi nie dano odchrząknąć za kulisami)
Złudna jest myśl, że to tylko pobieżny egzamin
składany w prowizorycznym pomieszczeniu. Nie.
Stoję wśród dekoracji i widzę, jak są solidne.
Uderza mnie precyzja wszelkich rekwizytów.
Aparatura obrotowa działa już od długiej chwili.
Pozapalane zostały najdalsze nawet mgławice.
\Och, nie mam wątpliwości, że to premiera.
I cokolwiek uczynię,
zmieni się na zawsze w to co uczyniłam./


* * *
Pamiętniki człowieczeństwa - siedzę za kulisami i czekam na akcję. 

* * * 
Pamiętniki człowieczeństwa - pierwszy raz czuję, że jest to tego warte. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz