Doceniam dobre dni, jak ten. Cały wypełniony dobrocią skierowaną we mnie: od początku, do końca. Doceniam to... ale nie potrafię z tego, uszczyknąć niczego dla samej siebie. Wracam do domu po podróży i czuję, że moje myśli kołują jak boeing 747... a ten pas startowy, kurwa... nie ma końca.
Kiedy kolejny raz jestem przyłapana na połykaniu tęsknoty, czuję wstyd.
I na wstydzie skończmy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz