Ludzie ciągle pytają jak to jest pracować z dziećmi niepełnosprawnymi o różnych zaburzeniach, czym właściwie jest w dzisiejszych czasach wolontariat i czy istnieje on... z dobrej woli serca?
Nie jest to moje pierwsze podejście do zredagowania tego typu tekstu. Najpierw oczekiwała ode mnie tego redakcja, w której pracowałam do momentu wielkiej myśli - o zmianie wraz z nowym rokiem. Autorski tekst nie został spłodzony, czemu? Nie lubię gryźć się w język. W dzisiejszych czasach ciężko o wolontariusza, który po kilku pierwszych razach nie zrezygnuje. Podjęcie się wolontariatu to danie morza nadziei rodzinie, która rzeczywiście go potrzebuje. Skąd wiedzieć, że to właśnie ta rodzina? Są różne typy. Jako weteran pracy wolontaryjnej wiem, że można zostać przydzielonym do rodziny, która jest w stanie zapewnić terapię dziecku, czy też korepetycje z języka polskiego we własnych kosztach; w tym przypadku rzekomy "wolontariat" staje się wyzyskiem. Chociaż czasem rodziny się odpłacają - bonami na zakupy muzyczno-książkowe, stricte ubraniowe czy też... dekoracyjne do domu; to dopiero finezja! Jednak kiedy masz możliwość pracować za pieniądze, zaczynasz nabierać niechęci do pojęcia pracy pro bono. Więc...
Co z tym wolontariatem?
To się czuje. Kiedy pierwszy raz podnosisz słuchawkę telefonu skierowaną z polecenia. Najpierw rozpoznajesz głos i zaczynasz pierwsze próby dopasowania do pudła: potrzeba czy (nie)potrzeba. Zadajesz szereg wstępnych pytań, zastanawiasz się czy warto w to zainwestować - bo jest to niebagatelna inwestycja czasu i wysiłku. Aż w końcu... dochodzi do pierwszego spotkania, które mówi wszystko o ludziach zwracających się z prośbą. Prośbą do ciebie jako terapeuty. Nigdy nie bałam się tego momentu, bo był dla mnie wstępnym katalizatorem emocji, rozgrywką o podjęcie decyzji, kiedy jeszcze mogę się wycofać - nie urażając rodziców, siedzących po drugiej stronie stolika. Najbardziej jednak wzrusza mnie troska... kiedy dwoje ludzi walczy z taką siłą o swoje dziecko, że potrafi sięgnąć upokorzenia prośby o pomoc. Tyle, że dla nich to nie jest już kwestia upokorzenia ale walki o rozwój. Kiedy dzisiaj para rodziców siedziała ze mną i rozmawiała, nie miałam ani chwili zawahania, że podjęcie tego wysiłku jest błędną kalkulacją. Ciepło ich głosu i nadzieja mieszająca się z historią problemu - trafiła jak cios w samą krtań. Nigdy się nie wzruszam w takich momentach... bo profesjonalizm, ale tym razem było inaczej. Matka, której ręce są związane bezradnością w tak silny sposób, znalazła w moich oczach zrozumienie i jednoczesną zgodę.
Największym strachem ale i ekscytacją jest owiany moment poznania dziecka. Ekscytujesz się bo jest to dla ciebie wyzwanie ale i boisz się... bo jest to próba. Pierwsza reakcja jest najważniejsza. Pierwsze wrażenie -w tym przypadku - jest najważniejsze i to od niego zależy dalszy los współpracy z maluchem. Zawsze czuję wtedy dudniącą niepewność, czy trafię w sedno. Czy na tyle stworzę przyjazną atmosferę dla mojego kompana małych batalii... aby on chciał ze mną podróżować po etapach własnego rozwoju. I siadam... z dziewczynką w szóstej klasie podstawówki, która: nie umie czytać, ledwo się porozumiewa i... nie schodzi uśmiech z jej okrągłej buzi. Już wtedy wiem, że moje zmieszanie jest automatycznie chowane w kieszeń a na światło dzienne wychodzi: ciepły logopeda z żelazną formą pracy, bo nieustępliwość jest kluczem do postępu.
Wolontariat wymaga hartu ducha i nieustępliwości. Trzeba wiedzieć, że jest się przygotowanym na ciężką pracę i przywiązanie... uwierzcie nie idzie w parze praca z dzieckiem i brak emocjonalnego sznurka: między logopedą a podopiecznym. Emocja jest kluczem, ale rygor drogą do drzwi... Wymagania stawiane względem nie tylko dziecka, ale i przede wszystkim - siebie!
Czego uczy wolontariat?
Pokory - to przede wszystkim. Jednak największą sztuką nie jest wzbić się na wyżyny własnego języka a zejść do poziomu językowych możliwości dziecka, stać się na chwilę dzieckiem. Uczyć się nawzajem od siebie, pozwalać na obopólną naukę.
Po co to wszystko?
"Granice mojego języka są granicami mojego świata" - aby walczyć z ograniczeniami. Dawać język, uczyć nazywać świat i określać siebie... aby pozwalać znaleźć porozumienie: między wyczekującymi rodzicami i zniecierpliwionym dzieckiem :)
* * *
Pamiętniki człowieczeństwa - darowane dobro, kiedyś musi wrócić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz