Uniósł szelmowsko kącik ku górze, jakby księżyc ucięty w kształt rogalika miał porwać kilka chmur - to był tego typu uśmiech, kiedy wiesz, że odnalazłeś sedno sprawy; winszujesz. Przysunął się o krok krzesłem, wsparł twarz o gładkie wytatuowane dłonie i nachylił w moim kierunku...
-Wiesz, że na niektórych kolacjach nie ma miejsca dla troje?
Zalał mnie rumieniec wstydu, który nawet nie okazał szoku emocji na moich policzkach. Nie umiałam podnieść wzroku znad stołu, nie wiedziałam wprost - jak ugryźć zmieszanie, które splątało zieleń mych oczu. Chwile siedziałam z zagryzioną dolną wargą i postawiłam na odłożenie... ołowianych żołnierzyków, podniosłam wzrok z równą charyzmą co lampkę wina, ale nie wiedziałam jak użyć słów, żeby zmyć osad. Kruczoczarny on wyjął lampkę wina z mojej ręki i zapytał: Jest do połowy pusta, czy do połowy pełna? Co to jakiś pieprzony test na inteligencje, który wskaże jak bardzo optymistycznie jestem nastawiona do punktu, własnego punktu zwrotnego czy jak mocno... zionie ode mnie pesymistycznym wizerunkiem?
Zabrał lampkę wina i resztę zawartości przelał do swojego naczynia:
-Czasem trzeba wylać zawartość, aby wlać coś zupełnie nowego, wiesz o tym?
Czułam nic.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz