czwartek, 13 lutego 2014
Siedząc w domu odcinam się: od życia, znajomych. A kiedy i tu przychodzą, udaję bo w końcu Karol wieki temu nauczył mnie perfekcji udawania na życzenie. Więc to robię. Śmieje się, oddycham i udaję, że nic mnie nie boli bo wszystko przestało mnie dotyczyć. A jednak dotyczy.
Dotyczy bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Zapytana jaka jest istota problemu, bo przecież nie czas, skoro czasu - nawet nie było. I fakt, to nie czas. Chodzi o zdarcie ze mnie skafandra bezpieczeństwa, po którym zaczęłam mówić - więcej i donośniej... Za dużo powiedziałam, co stało się jednoznaczne z moim własnym zranieniem. Zaufałam w porządność, której nigdy nie miał.
Zobaczyłam małą nadzieję, od której wyobrażenie rośnie - że to nie będzie ten sam człowiek co inny. Żałowałam zawsze, że Karol nie nauczył mnie odchodzić.
* * *
Pamiętniki człowieczeństwa - czuję się skończenie głupia.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz