widzę go.
Siedzę w skórzanych, czarnych legginsach i czarnej koszuli. Usta różowią się w bezlitosny sposób biegnącej myśli. Co jakiś czas spinają się mięśnie mej własnej mimiki, czuję wykrzywione wargi w uśmiech pomruku. Czuję jak podnoszą się moje policzki... Mrużę oczy i rzęsą głaszczę wzgórze drobnej radości. Wychodzę z domu, wsiadam do różnych aut. Oglądam kinowe premiery z różnymi ludźmi, z jeszcze innymi zjadam obiad, wypijam drinka, wdaję się w rozmowę. Patrzę na tych wszystkich mężczyzn i myślę, że człowiek, który raz zaznał luksusu - krytycznym spojrzeniem osądzi innego człowieka; patrzę i czuję, że iskra własnego spojrzenia mizdrzy się do idealnego kształtu Kruczoczarnego.
Siedzę w fotelu. Palcem traktuję róż... lekko zaciągam powietrze i od wewnątrz zagryzam policzki w cieple własnego oddechu. Całymi dniami jesteśmy w kontakcie: zdjęcie pogania zdjęcie, wiadomość przeciska się w gąszczu wiadomości... czy to pierwszy kurz emocji, który opadnie za kilka dni? Czy rzeczywiście to inne rozdanie kart. W końcu pojawi się tęsknota za ciepłem jego ust a przecież - miał być tylko moim potwierdzeniem, udowodnieniem przed samą sobą ... i jedno razowym kaprysem; miał też być nikim i zaczął się stawać... samoistnie stawać, przyjemnością myśli z odległości.
Był daleko. Odpowiadało mi to. Nie mogło go być zbyt dużo a mój własny niedosyt mogłam pogłębiać myślą o terminie... Trzymałam go z rezerwą od codzienności, chociaż tą codzienność mu pokazywałam; ale nie musiał w niej uczestniczyć, nie musiał być częścią poszczególnych dramatów - nie trzymałam go pod kloszem, nie idealizowałam - co najlepsze - ... był sumą obrazów.
Więc, gdy dziś miałam go słyszeć pierwszy raz od czterech dni... czułam, że mój głos się niecierpliwi. Niczego sobie nie obiecaliśmy - na wyrost; niczym też - nie mogliśmy się rozczarować.
* * *
Pamiętniki człowieczeństwa - na parapecie zasiadł kruk.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz