sobota, 8 lutego 2014

To bardziej mnie zżera i trawi niż pasożyt wpuszczony w ludzki organizm. Przeczytałam wszystkie nasze rozmowy. Czuje narastającą gulę w gardle i okrążam po raz kolejny stolik... Czy na prawdę tak diametralna może zajść zmiana w drugim człowieku? Kołata mi w sercu, każdy ciepły wers rozmowy i nie do pomyślenia staje się fakt, że Grzegorz uczynił z tej historii koniec - przecież tak bardzo chciał o sobie tu czytać, tak bardzo chciał czytać w tonacji ciepłego zaangażowania... Kolejny raz próbowałam wyciągnąć rękę, i kolejny raz stałam z nią tak cały dzień. Znacie to uczucie, kiedy stajecie się mentalnym żebrakiem a prośba o słowo zakrawa o jałmużnę?... Tak się czuję. Jakbym kawałka chleba nie widziała od tygodnia.

Przechodzący obok ludzie, ciągle powtarzają, że muszę skończyć szukać usprawiedliwienia. I przestać chodzić po prośbie. Chciałabym wiedzieć jak? Jak w dorosłym życiu stać się emocjonalnym marionetą i wdrażać niemożliwe w życie. Babcia ciągle wkłada mi od rana mantrę w umysł - że nie jest tego wart. Ale jak to ocenić, czego jesteśmy warci i na co nam przyszło zasłużyć?...

Ciągle łapię się na nieustannym proszeniu. Nieustannej myśli - czy też rozrywa go sam środek. Ale przecież, gdyby go rozrywał to z taką samą siła - zerwałby kajdany milczenia. A one... Ciągle brzdęczą przy moich uszach. Mam nie czekać. Ale nikt nie mówił, że mam przestać się łudzić - znowu - jak?

Ciągle myślę, że zasługuje na drugie podejście.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz